Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 listopada 2009

Polskę kocham - rozmowa z Pawłem Kukizem

O patriotyzmie bez obciachu, historii z ZChN i o ataku Białorusi w piątek po 15.30 z Pawłem Kukizem rozmawia Jacek Dziedzina

Jacek Dziedzina: Stare portrety i popiersia marszałka Piłsudskiego, obok dzieła Romana Dmowskiego, policyjne listy gończe z czasów II Rzeczypospolitej… Czy to naprawdę dom muzyka rockowego?
Paweł Kukiz: – Tak, ale żona mówi, żebym z domu nie robił muzeum. Więc trzy czwarte zbiorów mam pochowane w różnych szafkach, szufladach. I czekam na czas, kiedy ze względu na wiek będziemy razem z żoną do tego „muzeum” pasowali. Wtedy je wyeksponuję. Teraz priorytetem jest dobre pożycie małżeńskie.

Dlaczego patriotyzm kojarzy się z obciachem?
– Zawsze jak coś jest ciężkie, trudne do zrealizowania, to najłatwiej jest to wyśmiać. Patriotyzm to jest rzecz trudna. To jest odwaga.

Również w czasie pokoju?
– Paradoksalnie patriotyzm jest znacznie łatwiejszy w czasie wojny. Wtedy trzeba podjąć decyzję, nawet niekoniecznie przemyślaną, ale instynktowną: obrony własności, bytu, tożsamości. Natomiast patriotyzm jest bardzo trudny w sytuacji pokoju.

Utarło się nawet, że patent na patriotyzm mają kombatanci. A tu nagle Paweł Kukiz śpiewa „Moja Polsko, moje wszystko”.
– Te piosenki są jak wywieszanie flagi, ale już po pewnym procesie. Patriotyzm to nie jest jedna spektakularna akcja, tylko cały ciąg dobrych uczynków. To jest posprzątanie podwórka, dobre wykonanie pracy, to jest taka praca na wizerunek swój i rodziny, by osoba z zewnątrz patrzyła na to z podziwem. Patriotyzm to nie jest wywieszenie flagi byle jak, byle gdzie i przy byle okazji, czy też darcie się na przegrywanym przez naszych meczu z Ugandą (śmiech).

Jeden z Pańskich fanów, kiedy usłyszał pieśń o 17 września, napisał, że śpiewanie o tym jest żenadą i jednoznaczną deklaracją polityczną. Miał na myśli, że… teraz wspiera Pan PiS.
– Mój dramat polega na tym, że jeszcze nie spotkałem takiej opcji, której mógłbym trzymać się rękami i nogami, która wzbudziłaby moje totalne zaufanie. Dla mnie ponad partiami stoi Polska, jakkolwiek patetycznie to brzmi. Pan zwrócił uwagę, że u mnie na półce obok siebie stoją książki poświęcone Piłsudskiemu i Dmowskiemu. Ja uważam, że należy zawsze od każdego czerpać rzeczy najlepsze. Kiedyś rozmawiałem z ks. Isakowiczem-Zaleskim o kwestii ukraińskiej. Powiedziałem, że oczywiście metody Ukraińców były bandyckie i zwierzęce, natomiast trzeba się zastanowić nad powodem takiej akurat reakcji z ich strony. Oni mówili o nas „polski pan”, bo my na nich „ukraiński chochoł”. Jeżeli do tego dołoży się mojego kochanego Marszałka, który Petlurze obiecywał samostijną Ukrainę, obiecywał mu wolność, a potem wystawił do wiatru, to trzeba o tym także mówić. Księdzu Zaleskiemu proponowałem, żeby stał się głównym propagatorem idei odbudowy cmentarzy petlurowców. On powinien pokazać, że jeśli oczekujemy od nich przeprosin, najpierw sami musimy to zrobić. Tak jak kiedyś biskupi polscy do niemieckich: wybaczamy i prosimy o wybaczenie.

I co on na to?
– Ostatnio mi odpisał, że zapalił świeczkę na grobie petlurowca… Ja tego księdza kocham, to jest naprawdę prawy człowiek.

Przytoczona wypowiedź „fana” pokazuje, że w Polsce patriotyzm jest zawsze partyjnie naznaczony: jeśli mówisz o Katyniu, to jesteś za PiS-em, jeśli o Westerplatte, to za PO. Czy jest miejsce na patriotyzm wolny od partyjniactwa?
– Ja kocham Polskę. A czy partia nazywa się PiS, PO czy PSL, to nie ma żadnego znaczenia. Dla mnie to, czy PiS albo PO wygrają wybory, ma znaczenie tylko o tyle, o ile to zwycięstwo będzie miało przełożenie na dobro mojej ojczyzny.

Nigdy nie chciał Pan uciec?
– Paszport mam od dawna. W 1979 roku pierwszy raz wyjechałem z Polski i miałem możliwość zostać z całą rodziną na Zachodzie. Ojciec mógł otrzymać pracę w Szwajcarii jako lekarz. Ale wróciliśmy do Polski. Bo to jest nasz kraj, nasza ojczyzna. To jest niewytłumaczalne. Nie potrafię tego przeliczyć na zyski i straty. To tak, jakby mnie pan zapytał, dlaczego kocham ojca. Kocham, bo to mój ojciec.

Czy można mówić dzisiaj o modzie na patriotyzm?
– Być może. I jeśli tak jest, to trzeba mądrze to wykorzystać. Wywiesić flagę z okazji 11 Listopada na stercie obornika to żadna sztuka. Sztuką jest włożyć obornik na wóz i wywieźć w to miejsce, w którym powinien leżeć. I potem wywiesić flagę.

Wie Pan, jak wyraża się o Panu gen. Petelicki?
– Jak?

„To prawdziwy wojownik, wrażliwy na dobro ojczyzny i żołnierski byt”. Czuje się Pan wojownikiem?
– Może i jestem wojownikiem. Zresztą słychać to w moim nazwisku, ono jest pochodzenia tatarskiego, więc pewnie mam to we krwi.

Wierzy Pan w skuteczność protest songów?
– Gdybym nie wierzył, śpiewałbym o tym, że ona mnie nie kocha, a ja ją kocham, czy też odwrotnie. I zrobiłbym przeszczep tupeciku i pofarbowałbym tył włosów. Oczywiście, że wierzę.

A nie myślał Pan kiedyś, by przejść od protest songów do czynnej polityki?
– Do takiej polityki, z jaką mamy teraz do czynienia? To jest postpolityka, opierająca się na teatrze i na grze. Nie zmieściłbym się w tym. Proszę spojrzeć na ZChN. Jedyną osobą z tej całej wierchuszki, jedyną osobą uczciwą, z honorem, której z przyjemnością podaję rękę, jest Marek Jurek. Natomiast niech pan spojrzy na Marcinkiewicza… Nie będę komentował, bo pan wie, o czym mówię. Niech pan spojrzy na pana Czarneckiego, na pana Niesiołowskiego. Przecież to były główne tuby ZChN. I jak łatwo w ciągu kilku lat z Chrystusa na fladze zrobić sobie chorągiewkę. Ja wtedy, pisząc tę piosenkę…

Sam Pan zaczął, ja nie pytałem o piosenkę „ZChN zbliża się”…
– Naprawdę zrobiłem wtedy porządny rachunek sumienia, czy warto umieścić ją na płycie. To nie był wygłup, tylko przemyślana akcja. A że opowiadała o pijanym księdzu i tło do tej opowieści stanowiła „święta pieśń”? Właśnie o to chodziło.

Ale de facto stała się hymnem zajadłych antyklerykałów.
– I to mnie najbardziej zabolało. Ja, zagorzały antykomunista, zrobiłem się malutki, kiedy usłyszałem, że śpiewają to w SLD. To mnie nauczyło ostrożności. Chciałem tylko pokazać zagrożenie polegające na tym, że za „równego, fajnego” księdza uważamy nie takiego, który będzie uczyć nas o Bogu, lecz tego, który się z nami napije. Jeśli do tego dołożyć władzę świecką, która ze względów marketingu politycznego stwarza pozory wspólnego marszu z Kościołem, to mamy sytuację koszmarną i – dla mnie przynajmniej – nie do zaakceptowania. Uważam, że miałem rację: „ZChN zbliża się”. I Bogu dzięki, że nie objął całej władzy, bo mielibyśmy makabryczną Polskę, która nie miałaby absolutnie nic wspólnego z Bogiem.

Rozumiem, że Wiejska w Warszawie Pana nie pociąga. Łatwiej być patriotą w małej wiosce na Opolszczyźnie?
– Władza w Warszawie żyje w jakimś matrixie, w wymyślonych sytuacjach. Między ulicą Wiejską, lotniskiem, dojazdem do domu, ta władza nie widzi podwórka. Ja je widzę. Codziennie o godzinie 6.30 rano jadę do sklepu po chleb, spotykam ludzi. Mieszkam na skraju, ale jestem w środku życia (śmiech).

Niedawno zajął Pan trzecie miejsce w plebiscycie na opolanina 20-lecia. Dostał Pan zaledwie kilka głosów mniej niż abp Alfons Nossol. Nie pojawiały się oferty, żeby skonsumować tę popularność ku chwale Ojczyzny?
– Miałem propozycję startowania w ostatnich wyborach do Sejmu z listy PO w województwie podkarpackim. Takie zagranie taktyczne, żeby odebrać głosy PiS-owi. Odpowiedziałem: a jeśli wygram, to co? Będę siedział w tym sejmie i naciskał guzik? Spotykał się z nimi, jadł sushi i bojkotował Ziobrę? Przecież na tym polega ich polityka. Jednej i drugiej strony. Nie widzę ze strony polityków szczególnego zainteresowania państwem, tylko sobą. Swoją opcją. Oni się zachowują jak modelki. Nawet Bóg jest traktowany instrumentalnie: On nie jest nadzieją, tylko instrumentem walki politycznej. To nie jest Pan Bóg, tylko obrazek.

To zostawmy Warszawę. Może sołtys na Opolszczyźnie?
– Ja na to nie mam czasu. Mogę więcej zrobić, będąc muzykiem na scenie, który jest medialny, do którego przyjeżdża „Gość Niedzielny” i który może wykonać telefon do pana wojewody czy pana marszałka i powiedzieć: proszę panów, dlaczego jest tak, że w piątek rolnik wykopał bombę 30 metrów od domu, a saperzy mówią, że oni po 15.30 nie pracują, więc przyjadą w poniedziałek…

???
– No, dzwonię ostatnio do szefa policji i pytam, jak tam akcja „Znicz”. Mówi, że kiepsko, bo nie ma radiowozów. Jeden jest w sąsiedniej wsi, drugi jeździ, a trzeci jest przy bombie. Przy jakiej bombie? – pytam. – No, chłop wykopał o 15.45 bombę pod domem i musiałem tam postawić samochód z policjantem. Ja na to, że przecież niedaleko jest jednostka saperska. A on mówi: – Zadzwoniłem, wysłałem też faksy z prośbą o zabezpieczenie tego miejsca. Oni mi odpisali, że według procedur mają 72 godziny na przyjęcie zgłoszenia, poza tym jest weekend, po 15.30 i Wszystkich Świętych się zbliża. W związku z tym przyjechali w poniedziałek. No i wykopali jeszcze 21 bomb. Zadzwoniłem w tej skandalicznej sprawie do rzeczników wojewody. Na tym też polega patriotyzm. Nie na donosie. Przedstawiłem się, mam przewalone w tej jednostce, bo z tego zrobiła się afera. Ale z tym trzeba walczyć. Gdyby Białoruś chciała nas zaatakować, to powinna to zrobić po 15.30, najlepiej w piątek, bo wtedy wszyscy generałowie są w domu. Ja mam ten komfort, że więcej zrobię dla polityki, dla Polski, będąc trybunem ludowym poza tym całym układem, a jednocześnie w różnych sytuacjach promując jedną czy drugą stronę. Ale jeśli kiedyś przestanę być słuchany na estradzie, być może będę myślał o polityce w sensie dosłownym.

Czy doświadczenia rodzinne wpłynęły na Pana zainteresowanie historią?
– Oczywiście. Ja zostałem pozbawiony dziadków. Jednego zabili mi Niemcy, drugiego Rosjanie. Dlatego Westerplatte i Katyń są dla mnie równie ważne. Jeżeli rodzina jest pozbawiona dziadków, to jest to rodzina niepełna. Dziadek jest bardzo istotną osobą w rodzinie, ponieważ jest to taka instancja odwoławcza. W przypadku konfliktu z ojcem zawsze możesz pójść do dziadka, który cię przytuli i który opieprzy ojca. Ucięto mi zatem jakieś korzenie. Wszystkie doświadczenia rodziców są przekazywane dzieciom. I tak dalej. Zatem ofiary wojny to nie jest to jedno pokolenie, które wyginęło, tylko to jest scheda, która trwa.

Śpiewanie o tym nie jest zatem tanim wykładem z historii?
– To jest też pewien żal, pretensja i przestroga. Ojca wywieźli pociągiem, jechali kilka tygodni, a potem przesadzono go na wielbłąda i wegetował z matką i siostrą w Kazachstanie na totalnym pustkowiu. Kiedyś zapytałem tatę, czy to był obóz, czy były druty? Ojciec odpowiedział – a po co druty, przecież najbliższa miejscowość była 500 km dalej. Te wszystkie rzeczy są potem przenoszone na syna. A ze mnie na moje dzieciaki. Wielką sztuką jest poukładać stosunki z Rosją. Ale to jest konieczne: nasz silny katolicyzm i ich prawosławie – gdyby mogło dojść do pojednania, moglibyśmy zbudować coś silnego, opartego nie na polityce, tylko na duchu. Polityka to jest tylko ubranie, żeby nie było ani za zimno, ani za gorąco. A my to ubranie mamy może i modne, ale niepraktyczne – służące tylko producentom ubrań.

Za goscniedzielny.wiara.pl

czwartek, 3 września 2009

"Zatrzymać polską inwazję" - plakaty w rocznicę wojny

"Zatrzymać polską inwazję" - plakaty z niemieckimi napisami takiej treści pojawiły się w przygranicznym mieście Loecknitz. Mieszkańcy są oburzeni szczególnie tym, że doszło do tego 1 września, w rocznicę niemieckiej inwazji na Polskę.

Plakaty wywiesiła skrajnie prawicowa NPD - Narodowodemokratyczna Partia Niemiec. Polscy mieszkańcy miasta przyznają, że neonaziści już wcześniej wywieszali plakaty skierowane przeciwko obcokrajowcom, nigdy jednak obiektem ataku nie byli Polacy.


Przechodnie nie pozostają dłużni i zalepiają antypolskie druki taśmami, na których po niemiecku napisano "przeczytaj książkę do historii lub zapytaj dziadków jak było naprawdę".

Podobne plakaty pojawiły się także przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w Goerlitz. Tam sami Niemcy zorganizowali akcję przeciwną działaniu neonazistów. Gazeta "Saechsische Zeitung" pod nagłówkiem "Jesteśmy przeciwko antypolskiej nagonce!" opublikowała wówczas fotografie ponad 120 ludzi, których oburzyły plakaty wyborcze NPD. Wywieszenie plakatów skrytykowała także kanclerz Angela Merkel.

za wp.pl

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Kukiz - Heil Sztajnbach



Chwała Sztajnbach

(To są nasze Święte Niemcy,

Widzę je piękne i perspektywiczne,

Widzę Was z dalekimi możliwościami,

Moja kochana walka,

nie jestem bezpodstawnie znany)

To tutaj jest mój dom,

bo tamten mi zabrali Hitler i Stalin ręka w rękę szli

Ribentropp Mołotow razem ustalali

Jak mordować ludzi by w dostatku żyć

Jeden we Lwowie a drugi w Auschwitz

o dziadkach moich mówię kąpiesz się w ich krwi

Jesteś politykiem jak Adolf na fali,

Marzysz o tym by wołano Ci

Jeden naród,

Jedna ojczyzna,

Polacy won.

Chwała Sztajnbach

To tutaj jest mój dom

Z tamtego wypędzili, twoi dziadek, stryjek, wujek oraz jego brat

Wspólnie z kolegami z Armii Czerwonej

W Europie Krzyży sadzili las

Pomódl się Kobieto za tych swoich braci

Których siłą w Wermacht Adolf Hitler brał

Pomódl się na grobach tych co poginęli

Zostaje tutaj ty zostań tam...


Autor tekstu: Paweł Kukiz


powiernictwo-polskie.pl

niedziela, 26 lipca 2009

Uciszyć Joannę

Gdyby Joanna Najfeld była stara albo brzydka, może jeszcze by jej wybaczono, że w telewizyjnych dyskusjach przegaduje feministki, zwolenników aborcji i gejowskich małżeństw. Jednak fakt, że tak „wsteczne” poglądy w logiczny sposób przedstawia sympatyczna dziewczyna, jest dla nich nie do zniesienia. Wytoczo-no jej proces karny.

Pierwsza rozprawa przeciw Joannie Najfeld odbyła się 16 lipca. Publicystka stoi przed sądem, bo wytknęła feministkom ich finansowe powiązania z biznesem aborcyjnym i antykoncepcyjnym. Skarży ją Wanda Nowicka, szefowa feministycznej organizacji Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Federacja ta od lat walczy o pełny dostęp do aborcji. Feministki liczą, że Joannie Najfeld zamknie usta strach przed więzieniem – bo właśnie karę do dwóch lat w więzieniu za „pomówienie” przewiduje 212 paragraf kodeksu karnego, z którego Joanna Najfeld została oskarżona. Skala nienawiści, z jaką już od trzech lat odnoszą się do tej ciemnowłosej dziewczyny zwolennicy różnych lewicowych ideologii, jest szokująca. „Najfeld to fanatyczka, oszołom. Nienawidzę jej. Jak można być tak opóźnionym” – grzmi jeden z internautów na portalu stylwolny.pl. „Najfeld to wszystko co w polakach najgorsze. Gdyby się pozbyć takiego myślenia moglibyśmy wstąpić do UE z wypiętą piersią a tak trzeba się wstydzić” (pisownia oryginalna) – głosi sąsiedni wpis. Większości agresywnych wpisów towarzyszą wulgarne wyzwiska. Ktoś stworzył w Internecie fałszywego bloga pod jej nazwiskiem, żeby tylko ją ośmieszyć. Wyzwiskami obrzuciła ją publicznie posłanka SLD (a teraz już europosłanka) Joanna Senyszyn. Zamiast zmierzyć się z argumentami, które w kulturalny i spokojny sposób przedstawiła Joanna Najfeld, pani poseł Senyszyn powiedziała o niej w telewizji TVN24: „widać, że została wychowana w jaskini” i „moja niestety imienniczka, widać ma jakieś obsesje seksualne”.

Pupa pana Jacka
Joanna Najfeld zaczęła się pojawiać w mediach dopiero przed trzema laty. W telewizyjnych dyskusjach o aborcji, in vitro, homoseksualizmie, jak z rękawa cytuje naukowe dane na poparcie wizji świata zgodnej z prawem naturalnym. Osoby o lewicowych poglądach często nie potrafią sensownie odpowiedzieć na jej argumenty. Joanna Najfeld zazwyczaj mówi spokojnie, nieraz nawet z półuśmiechem. Jednak rzeczy, o których mówi, wielu ludziom wydają się bardzo ostre. Dzisiaj, gdy z głównych mediów sączy się do naszych uszu przekaz pełen politycznej poprawności, nazwanie pewnych spraw po imieniu wygląda na coś nadzwyczaj niezwykłego. Do dzisiaj więc w Internecie można zobaczyć programy, w których ta publicystka formułowała zdania szczególnie ostro. Do takich należała rozmowa w TVN 24 z działaczem homoseksualnym Jackiem Adlerem, szefem homoseksualnego portalu internetowego gaylife.pl. Ich dyskusja demaskowała, czym naprawdę jest gejowski styl życia, który Polacy, według zasad politycznej poprawności, mają zacząć tolerować.

Rozmowa zaczęła się od trzęsienia ziemi: Najfeld pokazała wydruk z profilu Adlera, na którym przedstawiał się on, pokazując swój nagi tyłek. Adler ogłaszał tam też, że pozna grupę mężczyzn i że lubi młodych, przegiętych gejów. Później temperatura w programie jeszcze się podniosła. „Homoseksualizm nie ogranicza się tylko do seksu. Ludzie żyją ze sobą po 20, po 30 lat. (...) Ja np. 8 lat jestem z moim partnerem” – bronił się Adler przed ostrymi jak brzytwa zdaniami Joanny Najfeld. „I szuka pan grup mężczyzn, jak pan napisał na swoim profilu?” – przerwała mu publicystka. „Jesteśmy tolerancyjni” – wybąkał Adler. Na koniec Najfeld odmówiła uściśnięcia Adlerowi ręki, bo po przeczytaniu jego profilu i tego, co on robi na co dzień „troszeczkę się obawiam, gdzie ta ręka wcześniej była”. Wyjaśniła, że mimo to go szanuje i będzie się za niego modlić. Ktoś komentował później w Internecie, że oglądając tę dyskusję, z wrażenia oblał się herbatą.

Gdyby Joanna Najfeld była stara albo brzydka, może jeszcze by jej wybaczono, że w telewizyjnych dyskusjach przegaduje feministki, zwolenników aborcji i gejowskich małżeństw. Jednak fakt, że tak „wsteczne” poglądy w logiczny sposób przedstawia sympatyczna dziewczyna, jest dla nich nie do zniesienia. Wytoczo-no jej proces karny.

Ksiądz z łupieżem

Jeszcze kilka lat temu w sporach przed kamerami na temat aborcji, in vitro, edukacji seksualnej w szkołach, tylko po stronie „postępowców” zasiadały eleganckie kobiety, np. Izabela Jaruga-Nowacka czy Jolanta Szymanek-Deresz. – Natomiast po stronie konserwatystów siedział zwykle jeden stary ksiądz z łupieżem na sutannie – wspomina Jan Pospieszalski, w którego programie „Warto rozmawiać” Najfeld zadebiutowała w 2006 roku. Według niego, strona konserwatywna jest w telewizji zbyt mało reprezentowana, ze względu na poglądy panujące wśród większości dziennikarskiego środowiska. – Jeśli ktoś ma czwartą żonę, trzy kochanki i dzieci z różnymi kobietami, to rozmowa z nim o normach moralnych staje się bezprzedmiotowa. Tacy dziennikarze chętnie przedstawiają spory światopoglądowe w ten sposób, że po jednej stronie jest tylko ciemny kler, a po drugiej światli, otwarci ludzie: elegancka Katarzyna Piekarska z SLD, dziewczyny z MTV z naklejonymi plastrami antykoncepcyjnymi. Pojawienie się w telewizji Joanny Najfeld, nieźle wyglądającej, wyrażającej się piękną polszczyzną, czy np. filozofa Darka Karłowicza, który broni konserwatywnych wartości, ubrany w garnitur od Armaniego i ekskluzywne buty, łamie ten stereotyp – mówi Jan Pospieszalski. Pospieszalski wspomina, jak kiedyś w telewizji, w czasie dyskusji o dyskryminacji, Najfeld błyskotliwie skomentowała biadania lewicowych publicystów nad nietolerancją Polaków: „jestem kobietą, mam żydowsko brzmiące nazwisko, jestem katoliczką. W naszym kraju czułam się dyskryminowana tylko z powodu tego, że jestem katoliczką”. – Za prezentowanie takich poglądów ona jest mocno atakowana. Dwa razy zdarzyło się, że gdy telefonicznie zapraszałem do programu bardzo znane osoby ze strony lewicowo-liberalnej, słyszałem w słuchawce skandaliczne słowa: „odmawiam przyjścia do pana programu, jeśli po przeciwnej stronie będzie ta faszystka Najfeld” – mówi.

Bałam się mówić
Skąd się wzięła w polskiej debacie publicznej publicystka, która tak irytuje osoby o lewicowych poglądach? Joanna Najfeld ma 27 lat. Nie była związana z żadnym kościelnym ruchem, tyle że co niedzielę chodziła do kościoła. Do matury nie bardzo interesowały ją aborcja, eutanazja, ani nawet kto w Polsce jest premierem. Dopiero w Poznaniu, gdzie studiowała anglistykę, jej poglądy zaczęły się krystalizować. – Anglistyka w Poznaniu jest siedliskiem feministek. Oczywiście są tam też wspaniali naukowcy. Jednak idziesz na literaturę i na pierwszych zajęciach omawiamy homoseksualną biblię, na drugich uczymy się, że Szekspir był gejem, bo np. dużo pisał o drzewie, a drzewo to symbol falliczny... Inna prowadząca rozdaje nam angielski artykuł z tezą, że Kościół katolicki krzywdzi kobiety. Mieliśmy następnie odpowiadać na pytania na podstawie tego artykułu, używając zawartych w nim argumentów. Urabiali nas ideologicznie. Czułam się tym zmolestowana na maksa, ale nie miałam odwagi, żeby zabrać na ten temat głos – wspomina. – Joanna Najfeld bała się odezwać? – dziwimy się. – Tak. Ściskało mnie w środku, więc milczałam. Tylko po powrocie do mieszkania włączałam Internet i szukałam, jaka jest prawda. Znajdowałam dane naukowe np. o homoseksualizmie na anglojęzycznych stronach. I powoli układałam to sobie w głowie – wspomina. Uczestniczyła też w dodatkowych zajęciach w Krakowie na temat religii w USA. Prowadząca dzień w dzień atakowała Kościół katolicki. – W przerwach chodziłam sobie do kościoła Mariackiego przed Najświętszy Sakrament. Modliłam się: „Panie Boże, daj mi siłę, żebym kiedyś wstała i coś powiedziała. Daj mi siłę albo mnie nie stawiaj w takiej sytuacji” – wspomina. – No i rzeczywiście, wkrótce zaczęłam coś na zajęciach przebąkiwać – mówi.

Gdyby Joanna Najfeld była stara albo brzydka, może jeszcze by jej wybaczono, że w telewizyjnych dyskusjach przegaduje feministki, zwolenników aborcji i gejowskich małżeństw. Jednak fakt, że tak „wsteczne” poglądy w logiczny sposób przedstawia sympatyczna dziewczyna, jest dla nich nie do zniesienia. Wytoczo-no jej proces karny.

Machina hamuje

Jeszcze na studiach zaczęła z kolegami przeprowadzać różne akcje społeczne. Kiedy w 2006 r. pismo „Machina” zamieściło na okładce twarz piosenkarki Madonny, wklejoną do welonu Matki Bożej Częstochowskiej, Joanna z kolegami wymyślili bojkot firm, które się w „Machinie” reklamowały. Zaproponowali, żeby internauci informowali tych reklamodawców o bojkocie w listach elektronicznych. Efekt był zaskakujący, bo Polacy tylko na to czekali, żeby ktoś taki pomysł rzucił. Ludzie codziennie wysyłali setki maili. Wkrótce z reklamowania się w „Machinie” zrezygnowały wielkie firmy Orange i Philips. Polacy zagłosowali portfelami. W związku z tą akcją Joanna Najfeld została zaproszona do „Warto rozmawiać”. A później zapraszały ją też inne stacje telewizyjne. – Kiedy jesteś takim harcownikiem jak ja, ludzie mają czasem poczucie, że do nich należysz. Jeśli rozmowa pójdzie mi gorzej, komentują: dlaczego Najfeld nie powiedziała tego i tego, dlaczego dała się przegadać? Wydaje im się, że każde moje wystąpienie musi być idealne, bo kiedyś sobie dobrze poradziłam. Najgorsze jest to, że kiedy publicystów dotykają procesy, często zostajemy sami. Tak było w przypadku Stanisława Michalkiewicza czy Wojtka Cejrowskiego, który przez lata nie umiał znaleźć pracy. Koledzy, którzy wcześniej zachwycali się jego artykułami, nagle odmawiali publikacji, tłumacząc: „nie, stary, bo jesteś teraz jakoś oznaczony, może w przyszłości” – mówi. Po programach do Joanny Najfeld podchodzą techniczni pracownicy telewizji. Mówią: dziękuję, że pani to powiedziała, że miała pani odwagę. Najfeld odpowiada, że ona też się boi, ale jeśli wszyscy będziemy milczeć, będzie coraz gorzej. – Ja mówię po to, żeby inni też odważyli się coś powiedzieć. Ale nie będę dożywotnio mówić w ich imieniu. Czuję się zmęczona, już odmawiam udziału w niektórych programach. Chciałabym rodzić dzieci i gotować zupę pomidorową. Choć w sumie mam teraz to, o co prosiłam. Może pojadę do kościoła Mariackiego w Krakowie tę świeczkę zgasić? – śmieje się.

Więzienie za słowa
Najfeld uważa się za feministkę, ale w pierwotnym znaczeniu tego słowa. Bo pierwotny ruch kobiecy sprzeciwiał się opresji mężczyzn pod postacią przymuszania do aborcji. Reprezentantkę tego pierwotnego feminizmu próbują dzisiaj wsadzić do więzienia feministki lewicowe, związane z biznesem aborcyjnym i antykoncepcyjnym. Wanda Nowicka pozwała Joannę Najfeld za słowa: „Organizacja pani Nowickiej jest częścią międzynarodowego koncernu, największego w ogóle, providerów aborcji i antykoncepcji. Pani po prostu jest na liście płac tego przemysłu”. Jeśli na podstawie kruczków prawnych lewicowe feministki doprowadzą do skazania Joanny Najfeld, i tak nie zmieni to prawdy, że korzystają z finansowego wsparcia tego biznesu. Zapewne niechcący przyznała to nawet czołowa polska feministka Kazimiera Szczuka. W lutym, w wywiadzie dla pisma „Slajd – magazyn młodej kultury”, żaliła się, że feministki są finansowane „tylko” przez przemysł antykoncepcyjny: „...feministki, w odróżnieniu od ekologów, nie mogą dogadać się z jakimś dużym biznesem, który da nam pieniądze na naszą działalność, a my w zamian będziemy głosić idee, które będą rozkręcały biznes. Poza producentami prezerwatyw albo pigułek antykoncepcyjnych”. Joanna Najfeld założyła stronę internetową: www.mamproces.pl. Przypomniała tam, że w Katowicach toczy się już podobny proces przeciw naczelnemu „Gościa Niedzielnego” ks. Markowi Gancarczykowi, za nazywanie aborcji zabójstwem. Wytoczyła go Alicja Tysiąc, związana właśnie z Wandą Nowicką i grupą jej prawników. Nasz naczelny ma jednak „tylko” proces cywilny o odszkodowanie, a Joanna Najfeld w razie przegrania procesu karnego może pójść do więzienia. „Lewica rozpaliła stosy. Przynajmniej już widać, o co im tak naprawdę chodzi” – napisała Najfeld na stronie www.mamproces.pl. Prosi na niej o modlitwę.

Przemysław Kucharczak

za goscniedzielny.wiara.pl



wtorek, 23 czerwca 2009

Szczerbiec z Cmentarza Orląt w zamian za pomnik UPA - bulwersująca groźba rady Lwowa

Deputowani lwowskiej rady obwodowej grożą usunięciem kamiennej rzeźby Szczerbca na tamtejszym Cmentarzu Orląt. Ma to być odwet za zniszczenie wiosną w Polsce pomnika UPA. Rada zażądała też od władz obwodowych inwentaryzacji pomników i innych miejsc pamięci, zawierających treści antyukraińskie oraz symbole militarne obcych państw.

Pomniki, które budzą sprzeciw

-
Militarnym i antyukraińskim symbolem jest miecz Szczerbiec, nielegalnie znajdujący się na Cmentarzu Orląt Lwowskich - powiedział radny nacjonalistycznej partii "Swoboda" Ołeh Pankewycz.

Wykuty w kamieniu Szczerbiec od początku budził sprzeciw miejscowych władz, bowiem zgodnie z legendą został uszkodzony przez Chrobrego, gdy ten uderzył nim o Złotą Bramę w Kijowie w XI wieku. Uwiecznił to na swoim obrazie Jan Matejko. Dlatego przez ukraińskich nacjonalistów Szczerbiec jest uznawany za polski symbol militarny. Według historyków, zarówno miecz, jak i Złota Brama powstały kilka wieków później.

Zdaniem przewodniczącego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika zrealizowanie tego pomysłu byłoby bulwersujące. Historyk wyraził zdumienie, że lwowscy deputowani w ogóle debatują na ten temat. Jeśli takie informacje się pojawią, Rada zamierza wystąpić do MSZ z prośbą o reakcję. Andrzej Przewoźnik zaznaczy
ł, że do całej sprawy trzeba podchodzić spokojnie, ale należy ją wyjaśnić.

Innym pomnikiem, który budzi sprzeciw lwowskiej rady jest pomnik we wsi Huta Pieniacka. W 1944 roku wymordowano tam od 800 do 1200 Polaków. Strona polska twierdzi, że dokonali tego żołnierze składającej się z Ukraińców brygady SS-Galizien. Zdaniem strony ukraińskiej odpowiedzialność za mord ponoszą Niemcy.

"Polacy, odbudujcie pomnik w Bieszczadach"

W uchwale Lwowskiej Rady Obwodowej jej deputowani zwrócili się do prezydenta Wiktora Juszczenki i ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych o stanowcze potępienie "barbarzyńskiego zniszczenia" pomnika UPA
w Bieszczadach.

Radni podkreślili, że wielokrotnie zwracali się do władz Polski z prośbą o przeciwdziałanie aktom wandalizmu wobec ukraińskich miejsc pochówku, lecz apele te "nie zostały wysłuchane".

- Jeśli Polacy dopuścili się takiego aktu na Chryszczatej, to powinni liczyć się z odpowiednią reakcją z naszej strony - oświadczył Pankewycz.

Pomnik gloryfikujący UPA pojawił się na Chryszczatej w ubiegłym roku. Powstał w miejscu, w którym znajdował się podziemny szpital UPA. Media przypuszczały, że monument postawiła wycieczka Ukraińców z Kanady. "Cześć pamięci żołnierzom UPA poległym 23.01.1947 w walce z żołnierzami Wojska Polskiego w obronie podziemnego szpitala. Towarzysze broni" - głosił umieszczony na nim napis.

Otoczony krzyżami monument został zbudowany bez uzgodnienia z władzami, więc nadzór budowlany nakazał go rozebrać. Polecenie to nie zostało wykonane. Pomnik został zniszczony przez nieznanych sprawców.

za wp.pl

wtorek, 28 kwietnia 2009

Polski artysta wywołał skandal w Los Angeles

Polski pianista Krystian Zimerman wywołał skandal podczas koncertu w Los Angeles, zapowiadając, że jest to jego ostatni występ w USA z powodu polityki zagranicznej tego kraju - poinformował dziennik "Los Angeles Times".

Zimerman zbliżał się już do końca swego sobotniego recitalu w Walt Disney Concert Hall, gdy zamarł na chwilę w milczeniu przed fortepianem. Już miał zacząć wykonywać "Wariacje na polski temat ludowy" Karola Szymanowskiego, gdy zwrócił się do publiczności i cichym, ale pełnym gniewu głosem powiedział, że nie będzie więcej grać w kraju, którego armia chce kontrolować cały świat. - Zostawcie mój kraj w spokoju - powiedział. Rzucił też uwagę na temat amerykańskiego obozu w Guantanamo.

Około 30-40 osób wyszło z sali, niektórzy przeklinając. - Tak. Niektórzy ludzie zaczynają maszerować na samo słowo wojsko - skomentował Zimerman. Inni słuchacze pozostali w fotelach. Niektórzy gwizdali na pianistę i krzyczeli, żeby się zamknął, zaczął grać, ale zdecydowana większość go oklaskiwała. Zimerman oświadczył wówczas, że Ameryka ma do eksportowania dużo wspanialsze rzeczy niż armię, i podziękował wszystkim, którzy popierają demokrację.

Zamykające recital wariacje Szymanowskiego wykonał - jak pisze "Los Angeles Times" - z niezwykłą zaciekłością, wywołując entuzjastyczny aplauz. Nie bisował. Jak poinformował dziennik, Zimerman miał w ostatnich latach kłopoty w USA. Podróżuje on ze swoim własnym fortepianem Steinwaya, który samodzielnie przerobił. Jednakże wkrótce po zamachach 11 września 2001 r. jego instrument został skonfiskowany na lotnisku JFK w Nowym Jorku, gdzie Zimerman miał wystąpić w Carnegie Hall. Służby bezpieczeństwa na lotnisku uznały, że klej użyty w instrumencie dziwnie pachnie i nie chcąc ryzykować, zniszczyły fortepian.

Od tego czasu Zimerman przewozi instrument w częściach i montuje go po wylądowaniu. Także sam prowadzi ciężarówkę podczas przewożenia fortepianu z miasta do miasta.

za wp.pl

niedziela, 19 kwietnia 2009

Dystrybutor "Katynia": film jest zbyt niewygodny

"Katyń" Andrzeja Wajdy jest zbyt "niewygodny" we Włoszech, zwłaszcza dla dominującej w kulturze lewicy, i dlatego jest pokazywany zaledwie w kilku salach kinowych - taką opinię wyraził włoski dystrybutor Mario Mazzarotto w obszernym wywiadzie dla "Il Giornale".

W rozmowie z dziennikiem, wydawanym przez rodzinę premiera Silvio Berlusconiego, Mazzarotto ze szczegółami opowiedział o trudnościach, na jakie napotykał próbując wprowadzić film do kin we Włoszech.

Jak ujawnił, wszędzie słyszał od właścicieli kin: "to nie jest dobry moment, jest za dużo filmów".

Według jego relacji niektórzy wycofywali się w ostatnim momencie.

- To film niewygodny, wobec którego lewica rygorystycznie milczy - zauważył włoski dystrybutor.

Poinformował, że list w sprawie "Katynia" wysłał do przywódcy centrolewicowej Partii Demokratycznej Dario Franceschiniego, który mu jednak nie odpowiedział.

W rozmowie z włoskim dziennikiem Mazzarotto powiedział, że miał również trudności z Telewizją Polską, właścicielem praw do dystrybucji dzieła Wajdy za granicą. Podkreślił, że jeden z jej przedstawicieli został zwolniony w trakcie negocjacji, jakie prowadzono ze stroną włoską.

- "Katyń" został schowany w całej Europie, sędziwy reżyser wie o wielu dystrybutorach, którzy go kupili wyłącznie po to, by go nie pokazywać - stwierdził Mazzarotto. Odnotował, że film został odrzucony przez dyrekcję festiwalu w Wenecji.

Wymieniając kłopoty, z jakimi zetknął się we Włoszech, dodał, że prawa do emisji telewizyjnej sprzedał RAI, ale zgodnie z kontraktem nie może on zostać pokazany wcześniej niż dwa lata po premierze kinowej.

Na pytanie dziennikarza "Il Giornale", czy gdyby żył polski papież, losy "Katynia", byłyby inne, Mario Mazzarotto odparł: całkowicie.

Obszerny wywiad to kolejny głos w toczącej się od dłuższego czasu we Włoszech dyskusji na temat trudności z dystrybucją filmu Wajdy. Zapoczątkował ją publicysta katolickiego dziennika "Avvenire" wyrażając opinię, że film ten został "ocenzurowany" i "zbojkotowany".

Sylwia Wysocka


za wp.pl

czwartek, 16 kwietnia 2009

Lwów oddaje hołd żołnierzom SS Galizien

"Oni bronili Ukrainy" - takie podpisy widnieją na rozwieszanych we Lwowie plakatach z emblematem hitlerowskiej jednostki SS Galizien. Autorzy akcji upamiętniającej Ukraińców walczących w jej szeregach nie wspomnieli jednak, że SS Galizien wsławiła się głównie masakrami Polaków.

Akcję zorganizowały władze Lwowa, znane ze swych nacjonalistycznych uprzedzeń.

Plakaty z żółtym lwem i trzema złotymi koronami na niebieskim polu - emblemat noszony przez żołnierzy dywizji na lewym ramieniu - można dostrzec dosłownie w każdym zakątku dawnej stolicy Galicji. Napis na "reklamach" wyjaśnia: "Ukraińska Dywizja Hałyczyna - oni bronili Ukrainy".

Utworzona na wiosnę 1943 roku z zamieszkujących dawne polskie Kresy Wschodnie ukraińskich ochotników jednostka 14 Dywizja Grenadierów SS wsławiła się głównie polowaniem na partyzantów na Lubelszczyźnie i licznymi masakrami ludności cywilnej. Najbardziej znane z nich to mord dokonany na 868 Polakach w lutym 1944 roku w Hucie Pieniackiej i masakra w Chodaczkowie Wielkim, gdzie zginęły 862 osoby.

Po raz kolejny władze Lwowa promują bohaterów o wątpliwej reputacji. 5 marca na jednej z głównych ulic miasta stanął pomnik dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii Romana Szuchewycza. Jako komendant nacjonalistycznej partyzantki Szuchewycz jest współodpowiedzialny za krwawe pogromy Polaków na Wołyniu, w czasie których zginęło co najmniej 60 tys. osób.

Wcześniej Ukrainiec współdowodził sprzymierzonym z hitlerowskimi Niemcami batalionem Nachtigall, którego konto obciążają pogromy Żydów i udział w wyłapywaniu polskiej inteligencji we Lwowie.

Postęp po szwedzku

Oto ciekawy reportaż na temat tego, co niesie tzw. "postęp". W Szwecji, państwie socjalnym, przesiąkniętym ideologią totalitarnej tolerancji, ten "postęp" już się zaczął na dobre. Niestety, Unia Europejska, do której my jako Polska należymy, może przynieść dokładnie ten sam nowy porządek, który aktualnie panuje w Szwecji. Porządek, który zupełnie nie współgra z naszą kulturą. Polecam obejrzenie poniższego materiału filmowego i zastanowienie się czy w takim świecie chcielibyśmy żyć.


środa, 15 kwietnia 2009

Polscy europarlamentarzyści przestraszyli się Pileckiego?

Grupa polskich europarlamentarzystów zagłosowała przeciwko poprawkom do rezolucji „Świadomość europejska a totalitaryzm", które dotyczyły wpisania postaci Rotmistrza Witolda Pileckiego do tekstu dokumentu, a także ustanowienia dnia 25 maja Europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Posłowie tłumaczą się błędem systemu.

„W zbliżającej się kampanii z pewnością usłyszymy, że kandydaci mają zamiar bronić interesu RP od frakcji poczynając, a na sali europarlamentu kończąc. Sprawa Rotmistrza Pileckiego pokazuje, że z tą walką o ważne dla Polski cele nie jest tak dobrze; że europarlamentarzyści wolą podążać za głosem frakcji mimo, że głosowanie inaczej niż grupa nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji" - komentuje wyniki głosowania Hanna Foltyn-Kubicka.

Polscy posłowie do Parlamentu Europejskiego skupieni w grupie politycznej EPP - ED wydali komunikat dotyczący bulwersującego polską opinię publiczną glosowania w sprawie ustanowienia rocznicy śmierci Rotmistrza Witolda Pileckiego Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Posłowie, należący do PO i PSL tłumaczą się "błędem technicznym jaki miał miejsce podczas glosowania na ostatniej sesji plenarnej".

Tłumaczenie to jest jednak zaskakujące w kontekście niedawnych wypowiedzi prasowych, w których posłowie twierdzili, iż zagłosowali zgodnie z instrukcjami swojej grupy politycznej. Jeszcze bardziej zaskakuje fakt, iż dwoje spośród polskich posłów z EPP - ED, Małgorzata Handzlik i Filip Kaczmarek, zagłosowało za przyjęciem poprawek Poseł Hanny Foltyn - Kubickiej. Sprawa zbulwersowała środowiska kombatanckie, które domagają się od parlamentarzystów wyjaśnień w tej sprawie.

Poniżej lista europosłów, którzy głosowali przeciw lub wstrzymali się:

Jerzy Buzek (wybrany z listy PO)

Zdzisław Kazimierz Chmielewski (PO)

Marek Czarnecki (bezpartyjny/wybrany z ramienia Samoobrony)

Urszula Gacek (PO)

Lidia Geringer de Oedenberg (SLD)

Adam Gierek (Unia Pracy)

Genowefa Grabowska (Socjaldemokracja Polska)

Stanisław Jałowiecki (wybrany z listy PO)

Janusz Lewandowski (PO)

Bogusław Liberadzki (SLD)

Jan Masiel (wybrany z listy Samoobrony RP)

Jan Olbrycht (PO)

Janusz Onyszkiewicz (Partia Demokratyczna)

Paweł Piskorski (SD)

Jacek Protasiewicz (PO)

Jacek Saryusz-Wolski (PO)

Czesław Siekierski (PSL)

Grażyna Staniszewska, (Partia Demokratyczna)

Bogusław Sonik (PO)

Andrzej Szejna (SLD)

Andrzej Wielowieyski (Partia Demokratyczna)

Zbigniew Zaleski (PO)

Tadeusz Zwiefka (PO)


za fronda.pl

niedziela, 12 kwietnia 2009

W Moskwie zanegowano odpowiedzialność NKWD za Katyń

Podczas publicznej debaty poświęconej zbrodni katyńskiej w Moskwie zanegowano odpowiedzialność Józefa Stalina i NKWD za mord na polskich oficerach. Znany z antypolskich wypowiedzi dziennikarz dowodził, że Polaków rozstrzelało nie NKWD, lecz hitlerowcy.

Organizatorzy debaty zaprezentowali 35-minutowy film dokumentalny "Katyńska podłość". Jego autor - znany z antypolskich publikacji i wystąpień dziennikarz Jurij Muchin - przekonywał, że Polaków rozstrzelało nie NKWD w 1940 roku, lecz hitlerowcy w 1941 roku.

Debata
odbyła się z inicjatywy Zgromadzenia Narodowego - alternatywnego parlamentu, w którym zasiadają przedstawiciele sił politycznych nie mających reprezentacji w Dumie Państwowej.

Według Muchina, podpisana przez Stalina i innych członków Politbiura KC WKP(b) uchwała z 5 marca 1940 roku, skazująca polskich jeńców na śmierć, podobnie jak inne dokumenty, potwierdzające odpowiedzialność ZSRR za zbrodnię katyńską, zostały sfałszowane przez KGB.

Jego zdaniem, stało się to pod koniec lat 80. na polecenie ówczesnego sekretarza generalnego KC KPZR Michaiła Gorbaczowa, a uczyniono to, aby rozbić Układ Warszawski, a jego wschodnioeuropejskich członków wciągnąć do NATO.

Muchin zarzucił też władzom Federacji Rosyjskiej, że te bez rozpatrzenia sprawy przez sąd uznały winę Rosji, jako spadkobierczyni ZSRR, za zbrodnię katyńską.

Podobnej wersji bronił też inny publicysta - Siergiej Strygin. Ogłosił on, że istnieją poszlaki wskazujące na to, że w rozstrzeliwaniu polskich oficerów w Katyniu w 1941 roku hitlerowcom pomagali członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Strygin odmówił jednak rozwinięcia tej tezy.

Historykowi ze stowarzyszenia Memoriał Nikicie Pietrowowi, który przedstawił materiały, jakie na temat zbrodni katyńskiej zebrała ta organizacja pozarządowa dokumentującą stalinowskie zbrodnie, uczestnicy dyskusji zarzucili dyskredytowanie Rosji i rehabilitowanie jej wrogów.

Zgromadzenie Narodowe zawiązało się w maju 2008 roku z inicjatywy opozycyjnej koalicji Inna Rosja. W jego pracach uczestniczy 85 ugrupowań nacjonalistycznych, lewicowych i liberalnych, występujących przeciwko polityce Kremla.

Oprócz Zjednoczonego Frontu Obywatelskiego (OGF) Garriego Kasparowa i zdelegalizowanej Partii Narodowo-Bolszewickiej (PNB) Eduarda Limonowa, tj. dwóch największych formacji tworzących Inną Rosję, są to m.in. Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego (KPZR) Olega Szenina, Rosyjska Partia Komunistyczna-Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego (RPK-KPZR) Aleksieja Prigarina i Awangarda Czerwonej Młodzieży (AKM) Siergieja Udalcowa.

Wśród organizacji reprezentowanych w Zgromadzeniu Narodowym znalazła się również Armia Woli Narodu (AWN), na której czele stoi Muchin.

W zamyśle animatorów tej inicjatywy Zgromadzenie Narodowe ma być forum dla cywilizowanej debaty o przyszłości Rosji.

13 kwietnia 1943 roku niemieckie radio poinformowało o odkryciu w Lesie Katyńskim koło Smoleńska grobów polskich oficerów, rozstrzelanych przez władze ZSRR. 13 kwietnia 1990 roku ukazał się komunikat agencji TASS, potwierdzający odpowiedzialność NKWD za ten mord i określający go mianem jednej z największych zbrodni stalinizmu.

Od 2008 roku 13 kwietnia obchodzony jest jako Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej.

Jerzy Malczyk

za wp.pl

sobota, 4 kwietnia 2009

Nadchodzi oficjalna dyktatura europejska?

Europejski Komisarz ds. Ekonomicznych i Monetarnych, Hiszpan Joaquin Almunia jasno powiedział, jak powinno się traktować państwa, które nie będą chciały mówić jednym głosem z Unią.

Komisarz uważa, że w przyszłości Unia Europejska powinna mówić „jednym głosem” w instytucjach takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

- Dla mnie najważniejsze jest, żeby był jeden głos, jedna postawa europejska w tych [walutowych] sprawach.

Jednocześnie Wielka Brytania, Francja czy Niemcy nie straciłyby swojego prawa głosu i swoich miejsc w instancjach zarządzających MFW.

Joaquin Almunia nalega, że UE musi przedstawiać „te same rzeczy i te same postawy”.

- Niektórzy nie przystosują się do tego z własnej inicjatywy. Ci, będą potrzebowali by wywrzeć na nich presję – dodał komisarz.

za fronda.pl

piątek, 20 marca 2009

Żołnierze AK nie zasłużyli na odszkodowania?

Według rządu tylko rodziny ofiar niektórych wystąpień w PRL mają prawo do zadośćuczynienia. Projekt ustawy nic nie wspomina o „żołnierzach wyklętych”.

Rząd zaproponował, by finansowe wsparcie otrzymały rodziny zamordowanych podczas pięciu masowych wystąpień z czasów PRL: poznańskiego Czerwca '56, Października '57 w Warszawie, Grudnia '70 na Wybrzeżu, w Radomiu '76 a także stanu wojennego. Inicjatywa nie wspomina o wielu nie tak głośnych przypadkach bohaterstwa w walce z komunistycznym reżimem.

Po debacie w sejmie do projektu zgłoszono poprawki rozszerzające pomoc finansową na rodziny osób, które straciły życie do 1989 roku, także w ramach indywidualnych protestów. Posłowie nie uznali jednak za stosowne upomnieć się o krewnych „żołnierzy wyklętych” z NSZ i WiN, a także członków AK, zamordowanych po wojnie przez komunistów.

– To łajdactwo. Znowu zawęża się historię walki z komunizmem do „solidarnościowej opozycji” – komentuje „niedopatrzenie” Jan Podhorski, wiceprzewodniczący Rady Naczelnej Związku Żołnierzy NSZ. – O bliskich żołnierzy, którzy zginęli w katowniach UB, nie pamięta się, bo my i tak już umieramy – dodaje ppłk Jan Górski, prezes wielkopolskiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy AK.

za fronda.pl

środa, 4 lutego 2009

Słynny na całym świecie poseł PiS znów ma kłopoty

Do posła Artura Górskiego (PiS) trafi pismo od pełnomocniczki rządu ds. równego statusu prawnego Elżbiety Radziszewskiej - dowiedział się serwis internetowy tvp.info. Do Komisji Etyki Poselskiej posła Górskiego zamierza też podać SLD. Powód? Poseł wygłosił z trybuny sejmowej oświadczenie, w którym powiedział, że "homoseksualizm nie powinien być uznawany za zwyczajną skłonność do grzechu, gdyż przewyższa je wszystkie w nikczemności".

Parlamentarzysta zasłynął w listopadzie innym oświadczeniem poselskim, w którym nazwał prezydenta USA Baracka Obamę "nadchodzącą katastrofą” i przestrzegł przed "końcem cywilizacji białego człowieka”. Jego wypowiedź cytowały agencje prasowe na całym świecie, a sprawą zajęła się Komisja Etyki Poleskiej.

Jak ustalił serwis internetowy tvp.info, pod koniec grudnia Górski zajął się z kolei mniejszościami seksualnymi. Twierdzi, że w swoim nowym oświadczeniu oparł się na stanowisku Kościoła katolickiego w tej sprawie.

Ostrzegł, że "homoseksualiści z coraz większą bezwzględnością starają się narzucić swoje standardy moralne reszcie społeczeństwa" i wyraził obawę, że Polska zostanie zmuszona przez unijne prawodawstwo do uznawania małżeństw osób tej samej płci. Następnie powołał się m.in. na poglądy doktora Kościoła św. Piotra Damiani, który miał napisać, że "homoseksualizm nie powinien być uważany za zwyczajną skłonność do grzechu, gdyż przewyższa je wszystkie w nikczemności", oraz słowa prymasa Polski kardynała Józefa Glempa. Zdaniem Górskiego prymas wyraził kiedyś opinię, że "kraje, które zalegalizowały związki homoseksualne, przeżywają zmierzch cywilizacji". Górski przypomniał też katechizm papieża Piusa X, który nazwał homoseksualizm "grzechem wołającym o pomstę do nieba”.


- Dokładanie przestudiowałam oświadczenie poselskie Artura Górskiego. Nie ma wątpliwości, że do realizacji celów politycznych wybiórczo posłużył się on cytatami z nauki społecznej Kościoła, pomijając te, gdzie jest mowa o unikaniu dyskryminacji - uważa pełnomocniczka rządu ds. spraw równego statusu prawnego Elżbieta Radziszewska (PO). - W Konstytucji zapisano, że każdy obywatel ma przyrodzoną i niezbywalną godność. Poseł Górski powinien się zastanowić, czy przypadkiem niektórych osób z tej godności nie obdziera. Wyślę do posła Górskiego pismo dotyczące jego oświadczenia - dodaje minister Radziszewska.

To nie pierwsza interwencja minister ds. równego statusu w sprawie Artura Górskiego. Po jego oświadczeniu na temat Baracka Obamy wysłała list do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. - Nie mogę zdradzić, co było w tym piśmie. Powiem tylko, że pod dziś dzień nie otrzymałam odpowiedzi - dodaje.

Za wypowiedź o prezydencie-elekcie USA Komisja Etyki Poleskiej ukarała posła Górskiego "zwróceniem uwagi”. Poseł SLD Tadeusz Iwiński uważa, że również teraz komisja powinna zająć się Górskim. - Sam rozważam złożenie wniosku do komisji tej sprawie - mówi Tadeusz Iwiński. - Poseł Górski ujawnił pojmowanie rzeczywistości sprzeczne z europejskim standardami, które mówią o poszanowaniu praw mniejszości. Poza tym udaje ignoranta, który nie wiem, że takie kwestie, jak małżeństwa, rozwody, aborcja i cała sfera religijna nie podlega prawodawstwu unijnemu - twierdzi Iwiński.

Oświadczenie posła Górskiego krytycznie ocenia też wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski (PO). - To prawda, że Kościół potępia akty homoseksualne. Nie można jednak zapominać o pięknych fragmentach Ewangelii, nawołujących do tego, by wzajemnie się miłować, kochać swoich nieprzyjaciół, a nawet oddawać za nich życie. Górski dosyć wybiórczo wybrał cytaty - dodaje wicemarszałek.

Katolicki publicysta ks. Kazimierz Sowa uważa z kolei, że w swoim oświadczeniu Artur Górski wypaczył nauczanie Kościoła. - Poseł odwołuje się do tekstów z przeszłości, zapominając o tym, że wiele zjawisk było wówczas ocenianych i traktowanych zupełnie inaczej niż dzisiaj. Powinien bazować na nauce Kościoła z ostatnich lat, która wyraźnie rozróżnia między aktami homoseksualnymi, które są nieczyste, a samą skłonnością − przypomina ks. Sowa. - Ja również obserwuję pewną ofensywę homoseksualistów, choćby w środowiskach artystycznych, jednak twierdzenie, że ze strony mniejszości seksualnych grozi nam jakaś apokalipsa, uważam za grubą przesadę - zaznacza duchowny.

Sam poseł Górski nie ma sobie nic do zarzucenia. Twierdzi wręcz, że wygłoszenie oświadczenia o homoseksualizmie było jego "poselskim obowiązkiem”. - Cały czas toczy się na świecie walka idei. Uważam, że moim poselskim obowiązkiem jest zabierać głos w tej walce, ryzykując, że będę oskarżony o niepoprawność polityczną. Proszę mi wierzyć, że ja jestem za tolerancją i przeciw dyskryminacji. Jednocześnie uważam jednak, że trzeba mówić prawdę - argumentuje poseł Górski. - To oczywiste, że nie przedstawiłem pełnej nauki Kościoła na temat homoseksualizmu, bo nie pozwala na to krótka forma oświadczenia. Uważam jednak, że ująłem sedno sprawy - dodaje parlamentarzysta.

Wiktor Ferfecki
za wp.pl


Nie mam zamiaru odnosić się do zgodności wypowiedzi posła z nauką kościoła katolickiego, bo nie to wydaje mi się najważniejsze. Warto jednak zwrócić uwagę na inną rzecz, która pojawia się w powyższej informacji - chodzi o narzucanie przez homoseksualistów nowych standardów moralności, jak to ujął poseł Górski. Mnie nie obchodzi, co dwóch facetów robi w domu za zamkniętymi drzwiami, bo to nie moja sprawa, ale jeśli te osoby zaczynają wpływać na społeczeństwo agresywną propagandą w mediach, na ulicach i poprzez wpływ na edukację, to ja mam prawo do przyjęcia postawy obronnej. Homoseksualizm jest zjawiskiem obcym polskiej kulturze - jak bardzo, widać to w ostrych reakcjach ludzi, którzy są potocznie nazywani mianem homofobów (i nie są to tylko osoby związane ze środowiskiem katolickim). Krótko mówiąc, narzucanie ideologii pseudotolerancji (a w rzeczywistości mechanizmu "daj palec, a wezmą rękę") jest atakiem na tradycję Polski.
Drugą ciekawą rzeczą, jaką chciałem zauważyć, jest ciągłe odwoływanie się w tekście do prawodawstwa unijnego, unijnych standardów - to niestety kolejny przykład naszej zależności od Brukseli i powolnej, ale postępującej utraty przez Polskę niepodległości.

wtorek, 3 lutego 2009

Związek Socjalistycznych Republik Europejskich

Komunizm - jasne, nie wiem o nim zbyt wiele. Ja dopiero stawałem na nogi, gdy on upadał, ale cieszy mnie, że nie zapoznałem się z tym tworem bliżej. Martwi mnie jednak, że okrutny los może mi pomachać i powiedzieć -Spokojnie, nic Cię nie ominęło. Oto bowiem prawdopodobnie jesteśmy świadkami narodzin bliźniaka tamtego systemu. Chodzi oczywiście o Unię Europejską. Biurokratyzacja, socjalizm, ideologia obowiązkowej tolerancji, wspólnota państw a także promowanie demokracji przy jednoczesnym jej łamaniu - szczerze mówiąc, nie podoba mi się to. Polska nie może już zbyt wiele samodzielnie zdziałać, bo nad naszym państwem ciągle czuwa brukselskie oko. To mamy w końcu niepodległość, czy nie? Może w takim razie uroczystości na 11 listopada są już trochę nie na miejscu i zamiast tego powinniśmy nosić żałobę na 13 grudnia? Miejsce Moskwy zastępuje powoli Bruksela, co mnie osobiście, jako patriotę i człowieka miłującego wolność, przepełnia niepokojem.
Kto nie jest przekonany, temu polecam krótki film poniżej z nagraniem wypowiedzi Władimira Bukowskiego, znanego rosyjskiego pisarza antykomunistycznego, który był represjonowany w ZSRR za swoje poglądy.